Droga do mnie samej trwała od 2000 roku gdy weszłam w związek pełen uzależniającej „miłości” budowanej na lęku przed odrzuceniem. Pozwalałam wówczas by mężczyzna obwiniał mnie za swoje frustracje i ograniczenia. Dawałam mu do tego prawo, w imię miłości i rodziny, jaką chcieliśmy stworzyć.
Ten cudowny człowiek „chciał mi nieba uchylić”, czym zniewalał mnie jeszcze bardziej i bardziej. To był dla mnie Wielki Nauczyciel miłości do siebie samej, dziękuję mu wielokrotnie.
Tamten czas wydawał mi się czasem szczęścia. I choć mówiłam o szczęściu, w sobie czułam dysharmonię. Zachowania i słowa rezonowały we mnie niczym dźwięk w Dzwonie Zygmunta. Huk narastał i przyszedł moment, że już nic więcej nie słyszałam tylko to.

Poźniej spotkałam następną Nauczycielkę.
Po dwuletniej zażyłej i bardzo toksycznej relacji z nią nauczyłam się, że dźwiganie na własnych ramionach innych, zwyczajnie mi nie służy. Zanim podjęłam decyzję o rozstaniu czułam do siebie obrzydzenie i poniekąd uzależnienie się od tej osoby. W niej, niczym w lustrze widziałam to co było we mnie „złego”, do naprawienia.

Wyciągnęłam wnioski. Leczenie się z tej znajomości to była piękna autoterapia. Jestem wdzięczna sobie za wszystko co dla siebie zrobiłam.

Świadome życie jest jedno, a czas biegnie tak szybko.
Chcąc być naprawdę szczęśliwa ruszyłam swoją drogą do szczęścia.
Chcąc uczyć o wolności, zaczęłam być wolna.
Chcąc uczyć o kochaniu siebie – pokochałam siebie.

Mówiłam wielokrotnie moim uczniom i na terapiach które prowadzę o miłości do siebie i o tym, że odpowiedzi mają w sobie ale wszyscy pytali – ale jak?

Wiele lat uczę już ludzi odnajdywać drogę do siebie. W tym czasie nauczyłam się, że dawanie gotowych odpowiedzi to droga do nikąd. Każdy bowiem doświadcza po swojemu, zbiera swoje lekcje. Zatem zamiast dawać rozwiązania – zadaję pytania.

1. Jak pokochać siebie?
Ja rozpoczęłam od ŚWIADOMOŚCI.
Uświadomiłam sobie upływający czas.
Później podjęłam decyzję o zmianie. Na pytanie „jak pokochać siebie?”, odpowiadam – „szybko” i zadaję następne pytanie:

2. Jak zrozumieć najlepiej i z szerokiej perspektywy doświadczenie jakie mi się przytrafia?
Kiedy przytrafia nam się jakaś „przygoda życiowa” pierwsze co najcześciej robimy – włączamy emocje: rozżalenie, gniew, zdradę, winę… przez ich pryzmat oceniamy wszystko co jest związane z daną przygodą. Dostaje się pozornie winnemu sprawcy, obserwatorom że nie uchronili nas, a nawet czasowi i miejscu.
Kiedy po prostu odkładamy emocje na bok, odpowiadamy na to pytanie pomijamy automatycznie krytykowanie i atak.
To daje nam możliwość zrozumienia mechanizmów i wyciągnięcia lekcji.
Z holistyczną mądrością poznajemy swoje motywacje do takich zachowań.
Kiedy nie akceptujesz swoich zachowań zapytaj siebie:

3. Kim jestem poza moimi zachowaniami, myślami i emocjami?
Odpowiedź na to pytanie pozwoli Ci spojrzeć na tą „życiową przygodę” z dystansem i bez odrzucania siebie w gniewie. Kochając siebie akceptujemy siebie takiego jakim jesteśmy upadającego na kolana i wznoszącego się ponad trudności. Błąd jaki nam się przydarza może być powodem odrzucenia siebie, ale tak dzieje się gdy mamy niskie poczucie wartości.
Jak możesz zaakceptować siebie mimo tej huśtawki emocji i destrukcyjnych zachowań? Odpowiedz sobie na pytanie:

4. Czego potrzebuję teraz?
Uczciwa odpowiedź przełamie schematy destrukcyjnych zachowań, pomoże Ci stanąć w Twojej prawdzie.
Dzięki tym odpowiedziom zrozumiesz „efekty uboczne”, których doświadczasz, kiedy nie spełniasz swoich potrzeb. Kiedy pracujesz nad rezygnacją z nawyków, zapytaj siebie co Ci te nawyki dają, jakie spełniają w Twoim życiu zadanie, co zastępują.
Gdy zaspokoisz swój głód (szeroko pojęty), lepiej zrozumiesz poczucie głodu. To jest prosta droga do głębokiego przebaczenia sobie, a to samoistnie podnosi poczucie wartości.
Kiedy znasz swoje potrzeby, możesz zacząć je przewidywać i wypełniać je lub świadomie zmieniać. Odzyskujesz w ten sposób kontrolę nad swoim życiem

5. A jeśli potrzeby ukryły się głębiej i nie mogę w tej chwili do nich dotrzeć?

Podejdź do tego ze spokojem, to Twoje życie i Ty nim dysponujesz. Na wszystko przychodzi czas, najlepszy dla Ciebie. Zaufaj sobie i światu… Gdy odpuścisz ciśnienie i parcie, zdejmiesz z tego swoją uwagę – odpowiedzi pojawią się same i zaskoczą Cię. Wówczas pozostanie Ci jedynie:

6. Wziąć odpowiedzialność za siebie samego/samą.
Świadomość, że to Twoje życie, że nikt go za Ciebie nie przeżyje bywa przerażająca, ale jeśli odłożysz na bok emocje (patrz punkt 2) okazuje się życie to ekscytująca podróż.
Przeszkodzić Ci w jej przeżywaniu może tylko oczekiwanie, że ktoś ją za Ciebie przeżyje, za Ciebie podejmie decyzje, pojawi się promocja na łatwiejsze życie…
Weź swoje życie w swoje ręce i żyj kochając siebie – spójrz w lustro – to Twój wybawca <3

Z miłością do siebie i do Was,

Katarzyna